Nie mają uregulowanego statusu prawnego, nie ma pełnych badań, które dopuściły by je do sprzedaży i wciąż nie ma pewności, czy chińskie elektroniczne e-palenie jest bezpieczne. Czy e-papierosy podzielą los dopalaczy?

Nie do spożycia przez ludzi?

Gdy w 2010 roku sanepid do spółki z policją zamykał ostatnie kanały dystrybucji narkotyków w sposób legalny, zapewne wiele osób poczuło ulgę, że niezbadane i potencjalnie niebezpieczne substancje znikają z rynku. Dziś, choć w mniejszym zakresie, podobnie dzieje się z e-papierosami, które wchodzą do sprzedaży tylnymi drzwiami jako produkt quasi farmaceutyczny.

Szkodliwość i parametry wszystkich klasycznych papierosów są, mniej więcej znane. Wiemy, oczywiście szacunkowo, ile nikotyny zawierają, jak wysokie jest stężenie występujących w nich substancji szkodliwych i wreszcie jaki jest ich wpływ na zdrowie. W przypadku e-papierosów to wciąż jedna wielka niewiadoma. Choć dostępne są w handlu, brak danych na temat ich szkodliwości powinien niepokoić. Dopalacze były znakowane hasłem „nie do spożycia przez ludzi”. Póki, co na większości e-papierosów brak ostrzeżeń nawet tego typu.

Medycyna chińska

Jestem przyzwyczajony do tego, że produkty mające coś wspólnego z terapią i leczeniem dostępne są w aptece. Nie mam tu na myśli tylko leków. Z usług farmaceutów korzystamy kupując tabletki antykoncepcyjne, zioła na uspokojenie czy suplementy diety na potencję. Sprzedaż większości tych produktów jest regulowana przepisami prawnymi, które mówią pod jakimi warunkami można dopuścić je do obrotu. Nawet jeśli dany suplement nie jest przetestowany, to przetestowane są jego składniki.  Tak jest z gumami i plastrami nikotynowymi, tak jest z preparatami wzmacniającymi włosy i paznokcie. Nawet, jeśli część preparatów i suplementów, które są na rynku istnieje w pozaaptecznym obrocie, wciąż mamy wybór i możliwość kupienia sprawdzonych (oczywiście do pewnego stopnia) produktów wprost w aptece. Nie oznacza to, że wszystkie one są skuteczne, że wszystkie leczą i pomagają. Znaczy to jedynie, że ich działanie nie jest szkodliwe.

Na rynku dostępnych jest setki modeli samych urządzeń i jeszcze więcej różnego rodzaju liquidów (płynów z nikotyną). Warto w tym miejscu podkreślić, że nawet czołowe marki epapierosów sprzedawane w specjalistycznych sklepach za spore pieniądze, to w większości po prostu, elektroniczne urządzenia chińskiej produkcji, co do bezpieczeństwa, których nie ma stuprocentowej pewności. Warto przypomnieć, choćby wybuchające co jakiś czas afery w około importowanych z chin zabawek, odzieży i AGD, które okazują się niebezpieczne dla zdrowia i życia. Nie chodzi o demonizowanie tylko e-palenia, bo nie tylko jego i nie tylko produktów z chin to dotyczy. Nie mniej, pamiętajmy, że z rynku każdego roku znika bardzo wiele produktów leczniczych i suplementów, które po wnikliwych badań okazują się mieć działanie zupełnie odwrotne do deklarowanego przez producenta.

Liquid zwiększonego ryzyka

O ile same urządzenie można przebadać, a różne jego modele poddać standaryzacji, o tyle same liquidy takiej standaryzacji nie podlegają. Wielu producentów sprzedaje swoje produkty często nawet bez podania składu i właściwego oznaczenia produktu. A więc, mówienie, że są one zupełnie bezpieczną alternatywą dla palenia jest dużym nadużyciem. Do tej pory brak konkluzywnych badań, które wprost rozstrzygnęłyby tą kwestię.

Sprawę komplikują jeszcze domowe samoróbki – płyny, które epalacze wytwarzają sami w domowym zaciszu z dostępnych półproduktów.  Mamy więc setki różnych możliwych wersji płynów na bazie gliceryny, do zastosowania w setkach różnych modeli epapierosów i żadnej pewności, że one wszystkie są tak samo bezpieczne lub tak samo działają. Jedynym kryterium jakości i ewentualnego bezpieczeństwa tych urządzeń jest ich cena. A ta, jak wiadomo, może być na rynku dowolnie kreowana. Nie istnieją ani normy bezpieczeństwa ani normy jakościowe związane ze sprzedażą liquidów.

Zwolennicy e-palenia przywołują tu przeważnie dwa argumenty: certyfikacji liquidów oraz wolnej woli w wyborze elektronicznych papierosów i akcesoriów do nich. Pierwszy dotyczy tego, że dobrej jakości liquid zawiera certyfikat, który wymienia składniki płynu i potwierdza przeprowadzone na nim badania. Z uwagi na fakt, że wciąż brakuje norm jakościowych dla tych produktów, tego rodzaju certyfikaty przypominają nieco stanowisko sklepów z dopalaczami, które epatowały własnymi badaniami swoich produktów. Badania te stwierdzały, nie mniej nie więcej, że dany produkt jest w Polsce legalny.

Do argumentu na temat wolnej woli palaczy należy podchodzić z równie dużym dystansem. Skoro nie mamy pewności co do działania poszczególnych składników e-dymu, nie mamy dostatecznych danych na temat długo terminowego stosowania takich produktów, nasza wolna wola ogranicza się do tego, że możemy zawierzyć na słowo producentom e-papierosów. Wybór, w sytuacji w której wszelkie działanie elektronicznego palenia byłoby znane, był znacznie bardziej obiektywny i wiarygodny.

Rzucanie palenia czy papierosów?

Problem w tym, że, w przeciwieństwie do produktów wspomagających rzucanie palenia, epapierosy adresowane są właściwie do każdego. Nie są sprzedawane jako suplement diety, który pomaga pozbyć się uciążliwego nałogu, a po elektroniczne palenie może sięgnąć każdy. Co więcej, coraz poważniej mówi się już o tym, że elektroniczne papierosy nie mogą być reklamowane jako forma terapii pomagającej zwalczyć nałóg. Ma to zresztą taki sam sens, jak sprzedaż cygar czy tabaki jako alternatywy wobec papierosów. Innymi słowy, samochód napędzany gazem ziemnym może produkować mniej spalin, być tańszy w utrzymaniu i lepszy dla środowiska, ale wciąż jest samochodem. Jeśli faktycznie chcielibyśmy pozbyć się jego szkodliwego dla środowiska działania należałoby się przesiąść na rower. Tak samo w przypadku e-palenia. Co, gorsza dobra wola sprzedawców e-papierosów by nie sprzedawać ich produktów osobom niepełnoletnim, to trochę za mało, by ustrzec dzieci i młodzież przed sięgnięciem po epapierosy. Przypomina to trochę zapewnienia ex-króla dopalaczy (obecnego króla wątróbki), o tym, że sprzedawcy jego wyrobów mają obowiązek sprawdzać dowody osobiste.

Potrzeba prawnych regulacji

Uregulowanie rynku epapierosowego, które prędzej czy później będzie musiało nastąpić to duża szansa dla uczciwych producentów i dystrybutorów. To swoiste powiedzenie „sprawdzam”, które w tym wypadku oznacza, że e-papierosy zostaną rzetelnie zbadanie, a z rynku zniknął szkodliwe produkty, liquidy itp. To duża szansa nie tylko dla e-palaczy, ale też dla całej branży, która mogłaby wreszcie pokazać, że to, co sprzedaje po pierwsze, szkodliwe jest tylko z uwagi na wdychaną nikotynę, po drugie, że przy użyciu epapierosów można, nie niszcząc zdrowia, pozbyć się nikotynowego nałogu i po trzecie, że producentom epapierosów faktycznie zależy na tym, by uwalniać ludzi od nałogu a nie wpędzać ich w kolejny. Jak na razie, sytuacja epapierosów przypomina początki wojny podjazdowej z dopalaczami. Nie można ich zabronić, nie do końca wiadomo jak działają, a klienci mimo to budują w sobie przekonanie o tym, że to jakaś alternatywa dla groźnego nałogu.

Daleki jestem od stwierdzenia, że należałoby epalenia zabronić. W świecie, w którym epidemia chorób tytoniowych pochłania więcej ofiar niż nie jedno pandemonium, wszystko, co pomaga rozstać się z paleniem w sposób definitywny jest godne pochwały. Nie może to jednak oznaczać wprowadzania w błąd konsumenta czy zamiany jednego nałogu na inny.

 

fot. Zoasterboy
fot. Zoasterboy

 

 

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ