Wino bez alkoholu czyli kompot z owoców? Wręcz przeciwnie!

Ciekawość to pierwszy stopień do wina

Odkąd pierwszy raz usłyszałem o winie bezalkoholowych nie dawała mi spokoju jedna myśl – jak może smakować napój, który pełnie swoich możliwości rozwija dzięki fermentacji alkoholowej? Czy wino bez alkoholu to zwykły sok winogronowy, czy coś więcej? W końcu ciekawość wzięła górę. W warszawskiej Biosferze zamówiłem kieliszek. Padło na merlota, chyba od Bonne Nouvelle. Marka ma tu chyba drugorzędne znaczenie, bo wina bez procentów należą do takiej rzadkości, że możemy przyjąć iż owy kieliszek to dobry probierz rynku.

Rosnące zdziwienie

Trzeba przyznać, że producent wie co robi. Nie mam wprawdzie pojęcia, jak przebiega proces wytwarzania wina bez procentów, wszak pozbawianie go alkoholu to tylko jeden z etapów, ale przyznać muszę, że finalnie otrzymujemy pełnoprawny produkt.

To, co mnie zaskoczyło to bogactwo aromatów. Wino bardzo mocno owoce, z wyraźnymi nutami porzeczek, konfitury porzeczkowej i aromatu świeżego drzewa – ani żywicy, ani deski – po prostu, delikatnego drewna. Dziwne? W ustach jest jeszcze dziwniejsze – oprócz wymienionych aromatów pojawia się wiśnia, przetarte maliny. Całość sprawia wrażenie starzonego. Kolejna niespodzianka następuję po przełknięciu pierwszego łyku – wyraźnie brakuje rozgrzewającego drażniącego alkoholu na podniebieniu. To pierwszy moment, gdzie tak mocno czuć brak procentów.

 Sok z winogron?

Bezalkoholowy merlot to nie sok z winogron. Ma bardzo wyraźne cechy wina i w aromacie i w smaku. Jeśli pijacie wino i lubicie jego smak, wersja bez procentów powinna spełnić wasze oczekiwania. Nie jestem pewien, czy gdyby ktoś nalał całość do szklanki mówiąc, że to sok owocowy, byłbym równie entuzjastycznie nastawiony. Jeśli umiemy w winie szukać bukietu, to z pewnością znajdziemy go i tu. Jeżeli nie, obawiam się, że bezprocentowy merlot wrażenia na nas nie zrobi.

Na koniec pozostaje jedno zastrzeżenie – za ponad 40 zł możemy kupić wina z wielu liczących się europejskich i światowych apelacji, gdzie przepisy są do pewnego stopnia jakimś gwarantem jakości i smaku. Wiemy z jakich winogron jest wino, gdzie zostało zrobione, butelkowane i jak było winifikowane. Miłośników wina nie trzeba przekonywać, że zupełnie inaczej smakuje merlot z Bordeaux, zupełnie inaczej z Chile. Z bezalkoholowym winem to trochę ruletka. Niby powinno być tańsze ale potrzeba pozbawiania go procentów zapewne winduje cenę. Porównując smak ze smakiem przeciętnej klasy wina z tej półki cenowej omawiany merlot wypada dobrze. Nie jest to stołowe wino dziadka z szopy za domem, któremu ktoś odjął alkohol i postanowił wcisnąć naiwnym konsumentom za możliwie największe pieniądze.

Z pewnością bez wyraźnego powodu po wino bez procentów nie sięgnę. Choćby, właśnie z uwagi na cenę. Nie mniej, jest to ciekawa i solidnie zrobiona alternatywa, dla wszystkich tych, którzy nie mogą lub nie chcą alkoholu pić. I wszystkim takim osobom mogę szczerze ten napój zarekomendować.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ