E- papierosy weszły do szkoły. Elektroniczny dymek stał się modnym gadżetem wśród gimnazjalnej młodzieży. I nie ma się co dziwić.  W przeciwieństiwe do klasycznego papierosa, ten elektroniczny jest prawie nie do wykrycia. Tak przez nauczycieli, jak i rodziców.

Kilkukrotnie na blogu podejmowałem temat braku prawnych regulacji rynku e-papierosów wsakazując na zagrożenie, jakie to ze sobą niesie. Moje obawy zdaje się podzielać trochę więcej osób, bo temat zrobił się na tyle głośny, że jest już obecny w mediach głównego nurtu.

Niestety, wciąż okazuje się, że zarówno nauczyciele, jak i władze szkół mają mętne pojęcie o tym, z czym mają do czynienia. Co gorsza, e-papierosy są nadal legalnie sprzedawane dzieciom bez żadnych ograniczeń, a szkoła może jedynie na mocy regulaminu zakazać ich palenia. Choć, nawet taki zakaz niewiele daje, bo jak się okazuje, dorośli nie widzą w e-paleniu dzieci nic szczególnie groźnego. Wszak to para wodna – argumentują…

Od momentu, gdy otwarto pierwszy sklep z dopalaczami w Polsce, do momentu, gdy wszystkie takie punkty zostały na mocy arbitralnej decyzji premiera zamknięte minęło 2 lata. Przez te dwa lata (2008-2010) nie zrobiono nic, by problem rozwiązać na drodze prawnej. W sumie, zanim pojawiły się pierwsze punkty stacjonarne z tzw. designed drugs, w internecie od kilku lat kwitł nimi handel. Dostęp do tych środków miał każdy przez około 5 lat.

Moda na e-papierosy zaczęła się od wprowadzenia zakazu palenia w pubach i restauracjach, czyli od 2010 roku. Oznacza to, że wkrótce minął trzy lata odkąd mamy w Polsce e-papierosowy „dziki zachód”. Z niecierpliwością czekam na wystąpienie pana premiera,w  którym dowiemy się, że od e-papierosów umierają dzieci i że należy ich zakazać.  Chyba, że zanim to nastąpi posłowie pójdą po rozum do głowy i znajdą sposób prawnego uregulowania statusu e-dymka.

fot. Christopher Cornelius
Fot. Christopher Cornelius

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ