Co łączy browar regionalny, producenta parówek, firmę odzieżową i wytwórcę budyniu? Żałośnie niski poziom medialnej komunikacji.

Nazwisko znika, Internet szaleje

W Internecie znów zawrzało. A przynajmniej, zagotowała się piwna blogosfera. Wszystko za sprawą browaru Ciechan, który po kilku miesiącach od wypuszczenia Grand Prix – piwa według receptury Czesława Dziełaka – postawił usunąć nazwisko autora z etykiety. Czesław Dziełak, piwowar domowy, wymieniony tam został po wygraniu I Warszawskiego Konkursu Piw Domowych. Nagrodą w tym konkursie, oprócz gratyfikacji pieniężnej, była możliwość uwarzenia zwycięskiego piwa – jak głosi etykieta – ściśle według własnej receptury w ciechanowskim browarze.

Czesław piwo uwarzył, a ściślej rzecz ujmując, warzenie nadzorował, bo aktywnie w nim nie uczestniczył. Piwo poszło w Polskę i – dość zasłużenie – zgarnęło niemało pochwał i nagród. Trudno wymarzyć sobie lepszy model współpracy browaru z domowymi piwowarami.

10309039_10203096157036394_1399166351715905621_n
Fot. Browar Ciechan / Facebook.com

Niestety, od uwarzenia pierwszej partii Grand Prix, wiele się w piwie, zdaniem znawców, zmieniło. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy mają czas i chęci skrupulatnie porównywać to samo piwo z różnych warek. Ktoś się zbulwersował i zawiadomił Czesława Dziełaka, że jego popisowe India Pale Ale nie smakuje jak powinno. Piwowar odciął się od sprawy, twierdząc, zresztą słusznie, że nie ma wpływu na to, w jaki sposób Ciechan wykorzystuje jego recepturę podczas kolejnych warzeń. Właściciel grupy Browary Regionalne, Marek Jakubiak uniósł się honorem i uznał, że skoro twórca receptury Grand Prix się do piwa nie przyznaje, to nie powinien on piwa reklamować. Zrobiono nowe etykiety, tym razem bez wzmianki o Czesławie i o konkursie, który wygrał. No i się zaczęło. Grupa internetowych piwoszy już ogłosiła światowy bojkot Ciechana, spamując funpage browaru swoimi przemyśleniami na temat nieuczciwego zagrania z etykietami. Dalej mamy już klasyczne przykłady dolewania oliwy do ognia i nieudolnej wojny na komentarze i oświadczenia. Najpierw oświadczenie Ciechana i prośba do blogerów o sprostowanie informacji o autorstwie piwa, potem oświadczenie samego Czesława Dziełaka, o tym, że nikt o zmianie etykiety go nie informował i w końcu najlepsze z nich, oświadczenie Marka Jakubiaka.

Marek Jakubiak nie zrozumiał internetów

Nie chcę w tym miejscu wdawać się w szkolny spór o to, kto zaczął. Obie strony zachowują się jak licealiści, którzy pobili się na dużej przerwie, nieumiejąc się pogodzić i niewiedząc kto zaczął. Tyle, że niezależnie od tego kto ma rację, już dziś pewne jest, że tylko Ciechan straci na tym sporze.

W odpowiedzi na zarzuty internautów, Marek Jakubiak postanowił ze szczerego serca i tak całkiem po ludzku napisać co go boli. Wystosował oświadczenie. Pisze w nim, w dużym skrócie mówiąc, że to on, właściciel Ciechana umieścił nazwisko Dziełaka na etykiecie, że piwowar dostał przecież pieniądze, że piwowarstwo domowe zyskało rozgłos i promocję, a pan Dziełak na etykiecie jakoś podobno być nie chce. Całość jeszcze trzymała by się kupy, gdyby nie kończące całość zdanie:

„Jeżeli Pan Dziełak chce, aby jego nazwisko powróciło na etykietę wystarczy choćby zadzwonić.”

-Marek Jakubiak

Po reakcji na tak sformowane oświadczenie widać już, że mamy kolejny podręcznikowy przykład przeciwskutecznej komunikacji firmy z klientami. Wykazując się ogromną ignorancją w stosunku do internautów i swoich klientów, Browar Ciechan ruszył na z góry przegraną wojnę, wyposażony w armatę na wróble. Na pocieszenie pana Marka warto dodać, że nie jest on pierwszym i nie ostatnim, który, jak mówią internauci, „nie zrozumiał internetów”.

10390507_652851518103713_3930181540263021873_n
fot. Polskie Minibrowary/ Facebook.com

Zobacz też:Jak Łomża podrabia czarnków i co z tego wynika?

Rzadka papka Kominka

Sprawa Dziełak vs Jakubiak nie jest oczywiście pierwszą tego typu. W 2005 roku popularny bloger Kominek streścił swój stosunek do marki znanych budyni, pisząc na blogu: „Doktor Oetker ty piz***” (wykropkowanie moje). Firmie od budyni zrobiło się przykro i wezwała blogera do usunięcia wpisu z wyszukiwarki oraz zmiany tytułu. Potem był jeszcze szereg innych kuriozalnych żądań. Wszystkie można było przeczytać na skanie pisma, jakie kominek otrzymał od firmy zajmującej się PR dla Dr-a Oetkera. Szerzej o sprawie pisał m.in. MediaFun.

PRowcy, którzy przysłali swoje roszczenia, wysłali też (za namową Kominka) poprawioną wersję wpisu o budyniu, którą bloger następnie opublikował, wystawiając agencje PR na pośmiewisko.

Oto co zaproponowali spece od wizerunku (po lewej oryginalne sformowania, po prawej wersja proponowana przez PRowców Oetkera):

  • Dr Oetker, ty p**do! – Dr. Oetker, a taką miałem ochotę na budyń!
  • No co mnie, k**wa, podkusiło, żeby kupić budyń z tej z*ebanej firmy – No co mnie podkusiło, żeby kupić budyń z tej firmy
  • Rzadkie jak sraczka – Zwykła rzadka papka
  • Jak dziad skur*** się na zachodniej technologii – Jak dziad obłowił się na zachodniej technologii
  • A z pięć lat tego g*wna nie jadłem – A z pięć lat tego tworu nie jadłem

Co było dalej?Internauci poparli Kominka twierdzą, że niemiecka firma to jednak synonim słowa na „pe”, a wpis Kominka nadal można znaleźć pod hasłem dr Oetker na trzecim miejscu wyników wyszukiwania google. Agencji, która wprowadziła kuriozalne poprawki w google’ach już nie ma.

Wino na ślub i rocznicę – jak je wybrać?

Krótka historia komunikacyjnych dramatów

To, czy kominek miał rację czy nie, nie ma tu kompletnie znaczenia. Znaczenie ma natomiast zupełna bezradność firmy wobec bezczelnego blogera. Podobnie bezradna okazała się firma Schaffa Shoes, która w 2012 roku nadepnęła na odcisk blogerce modowej. Fashionelka, nie dbając o konwenanse, na facebookowej tablicy firmy zaczęła domagać się należnych jej pieniędzy. Firma uznała, że blogerka nie może się niczego domagać i skrupulatnie wyliczyła jej wszystkie upominki, które Fashionelka dostała od Schaffa Shoes. Problem polegał na tym, że zrobili na publicznym facebookowym profilu. Blogerka wdała się więc w pyskówkę z producentem butów. Firma, strzelając z armaty do wróbla, nasłała na blogerkę urząd skarbowy. Trudno wyobrazić sobie gorsze rozwiązanie takiego konfliktu.

A jednak, nie jest to jeszcze najbardziej kuriozalny przykład dysfunkcyjnego PRu. Tu zaszczytne pierwsze miejsce należy się marce Sokołów, która pozwała Piotra Ogińskiego (vloger Kocham Gotować) o 150 tysięcy złotych odszkodowania za zniesławienie. Poszło o słynny test sokołowskiego tatara. Dla tych, którzy nie widzieli, bądź nie pamiętają, filmik poniżej.

Za Ogińskim wstawił się cały Internet. Znani Youtuberzy robili piosenki naśmiewające się z „Sądołowa”, funpage firmy został zaspamowany negatywnymi komentarzami i uwagami internautów. Zamiast wyciszyć sprawę i dość do porozumienia z blogerem, Sokołów dodatkowo jeszcze problem nagłośnił. Pozew wycofano, filmu i negatywnych komentarzy już nie.

Róbcie piwo nie PR

To tylko ledwie kilka przykładów nieumiejętnego rozwiazywania przez firmy problemów z Internetem. Po drodze był jeszcze pozew browaru Amber dla Tomasza Kopyry, na którym bloger również niemało zyskał. W świecie piwa nieco mniej znany, choć równie symptomatyczny jest przykład Ursy Maior. Ten bieszczadzki browar od dłuższego czasu borykał się z problem wadliwego piwa, dotkniętego DMSem, czyli dimetylosiarczkiem, związkiem, który w piwie objawia się nieprzyjemnym zapachem gotowanych warzyw. Aromat ten jest oczywistą wadą i dowodzi błędów piwowara w procesie warzenia piwa.

Ursa długo twierdziła, że to „subiektywne wrażenie smakowe”, a w końcu facebookowy administrator zaczał kasować nieprzychylne wpisy. Browar przyznał, co prawda, że wpisy kasowano, ale finalnie za smak piwa obwioniona została… bieszczadzka woda:

„I prawdopodobnie ten fakt, że w naszej wodzie znajduje się podwyższona zawartość leczniczych siarczków sprawia, że niektóre osoby szczególnie wyczuwają w naszym piwie niepokojące aromaty.” (ursamaior.pl/blog)

Przykład ten dobitnie pokazuje, że piwowarzy PRem zajmować się nie powinni.

Internet nie zapomina

Oczywiście, Czesław Dziełak nie jest ani znanym blogerem, ani też osobą publiczną. Niemniej, publikując swoje wrażenia na ogólnodostępnym profilu FB uprzystępnił je wszystkim, którzy chcieli je czytać. I to nie zależnie od tego, że był to jego „prywatny” profil. Rozumiem rozgoryczenie szefa grupy Browary Regionalne. Gdy Grand Prix chwalono i nagradzano, Czesław Dziełak nie odcinał się od niego, mówiąc, że dał tylko recepturę. Jego udział w warzeniu tego piwa od pierwszej warki nie uległ żadnej zmianie. Lecz, gdy przyszło do krytyki, autor przestał się poczuwać do swojego dzieła.

Reakcja Marka Jakubiaka była jednak zdecydowanie na wyrost. O tym, co twórca receptury Grand Prix sądzi o kolejnych warkach tego piwa do tej pory wiedziało tylko kilku piwnych fanatyków, stanowiących mniej niż procent ze wszystkich klientów Ciechana. Teraz o sprawie wie już cały Internet.

Miejmy tylko nadzieje, że przykład ten posłuży kolejnym browarom jako nauczka przed zbyt pochopnym i emocjonalnym załatwianiem trudnych spraw via facebook. Wystarczyło przecież zwyczajnie i po ludzku zaprosić Czesława do Ciechanowa i sprawę wyjaśnić w cztery oczy. Bez pośrednictwa Internetu. Niestety, dla browaru, Internet nie zapomina. I nawet jeśli panowie Dziełak i Jakubiak dojdą do porozumienia, w wyszukiwarce google nadal pozostaną ślady po nieudolnej medialnej komunikacji Ciechana.

7 KOMENTARZE

  1. Problem jest tylko taki, że Czesław Dziełak nie skrytykował, ale dokonał rzetelnej oceny sensorycznej piwa. Zresztą jako certyfikowany sędzie piwny Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych, ma do tego i prawo i kwalifikację.
    A to jest duża różnica w stosunku do zwykłej krytyki obecnej w internecie.

  2. @kowalka:disqus ale fakt jest faktem, że sukces ma wielu ojców a porażka jest zawsze sierotą. Nie wiem, co w wypadku facebooka znaczy dokonał rzetelnej oceny sensorycznej, ale Ciechan nie umawiał się z nim, że piwo będzie zawsze smakować tak samo. Zresztą, skoro dał tylko recepturę a w browarze go nie warzył to jego wpływ na kolejne warki jest znikomy, więc ani odcinać się nie trzeba, ani zbytnio już teraz chwalić. Jego największym sukcesem było wygranie WKPD, a nie to, że pierwsza warka Grand Prix była tak dobra.

    • Nie wiem o czym teraz do mnie piszesz. W przeciwieństwie do Ciebie rozmawiałem z Czesławem na premierze Grand Championa i w prywatnych rozmowach wypowiadał się bardzo ciepło o warzeniu piwa w Ciechanowie. Ciekawostką jest to, że Ciechan po warzeniu już się do Czesława nie odzywał (poza księgową), nie przysłał mu nawet piwa do degustacji.
      Czesław jest profesjonalistą i jeżeli ktoś go pyta o ocenę piwa, nie ściemnia tylko stara się maksymalnie wykorzystać swoją widzę i umiejętności aby piwo ocenić.
      Zadam Ci pytanie. Znasz treść posta, który Czesław na temat tego piwa napisał?

  3. A ha. Podejrzewam, że tak samo widziałeś wpis Czesława dotyczący Grand Prixa, jak autorem użytego przez Ciebie zdjęcia jest Mirosław Szczepaniak.

  4. Ale mylisz trochę porządki. Ten tekst nie jest o tym kto ma racje –
    Jakubiak czy Dziełak, tylko o tym, że browar ewidentnie straci na tym,
    że z pozoru błahy spór został rozdmuchany niepomiernie. Gdyby panowie
    załatwili to między sobą – tak jak pisałem, uważam, że Ciechan powinien
    wyjść z zaproszeniem – tej sytuacji by nie było. Prywatnie uważam, że
    Jakubiak zachował się nie fajnie, ale nawet jeśli ma racje to strzela z
    armaty do wróbla i pokazuje (w mniejszej skali) to samo co Sokołów,
    Oetker, itd.

    Jak mówię – nie rozmawiałem nigdy z żadną ze stron
    tego sporu, ani na ten ani na inny temat, nie zamierzam więc za nikim
    się opowiadać w kwestii tego kto ma rację. To że się ciechan nie odezwał
    po premierze itp. oceniam też jako przejaw bardzo kiepskiej
    komunikacji.

    • W części tekst faktycznie jest o kryzysie w internecie, co akurat mi się spodobało, mimo, że nie do końca się ze wszystkim zgadzam.
      Ale niestety tekst nie jest tylko o tym. Zacząłeś opisywać, rzecz o których słyszałeś z 2 lub 3 ręki. A to już jest spekulacja i manipulowanie faktami.
      I właśnie tę część krytykuję.
      Na koniec moje wrażenia o GP. Pierwsza warka, przy warzeniu której był Czesław w Ciechanowie, bardzo przypominała jego domowe piwo. Żadna późniejsza warka nawet się nie zbliżyła do tego co było w pierwszej i domowej warce. Podobne oczucia mają moi znajomi. Moim zdaniem to nie jest przypadek.
      Nie zmienia to jednak faktu, że GP mimo, że odbiega od oryginału, nadal pozostaje najlepszym piwem z Ciechanowa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ