Realnym problem polskich piw nie jest chemia czy bycza żółć w piwie, a zapach zjełczałego masła, posmak żelaza i problemy z kontrolą jakości, które trapią małe browary.

Jakiś czas temu podczas podróży taksówką wdałem się w krótki dialog na temat piwa z taksówkarzem. Ten już nie najmłodszy pan, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, najpierw zachwalał piwo produkowane dawniej, później narzekał na to dzisiejsze, a na koniec zadał mi pytanie mniej więcej tej treści: „które piwo z tych w sklepach produkują bez tej chemii”? Wtedy właśnie, po raz pierwszy zrozumiałem na czym polega fenomen tak zwanych małych browarów.

Przekonanie pana taksówkarza o tym, że duże (w domyśle zagraniczne) koncerny trują go chemią zamiast sprzedawać mu piwo, nie jest wcale poglądem odosobnionym. Kto kiedykolwiek natrafił na artykuł o byczej żółci w piwie z pewnością wie o czym mówię. Na mitach tego typu przez lata zyskiwały małe browary. Niestety, często zupełnie niesłusznie.

Zobacz też: Jak browar Ciechan narobił sobie wrogów w internecie?

Na początek uściślijmy. Teza, której bronie w tym artykule brzmi: Jasne piwa dolnej fermentacji produkowane w browarach regionalnych są zauważalnie gorszej jakości od marek produkowanych przez wielkie koncerny. Nie skupiam się tu na ocenie piw smakowych, czy jakichkolwiek innych, oprócz najbardziej klasycznych jasnych pełnych. Po te piwa sięgamy najczęściej i są one dostępne w każdym niemal spożywczaku.

Chemia? Bez jaj…

Po pierwsze, mit na którym głównie korzystają małe browary jest szkodliwy dla całego rynku. Piwo pozostało jednym z najbardziej naturalnym napojem jaki możemy dziś dostać na sklepowej półce. Nie ma w nim konserwantów, dobrze zrobiony lager nie ma aromatów, barwników, utrwalaczy, które nagminnie stosuje się w kolorowych napitkach. Piwo nie wymaga konserwacji, bo pasteryzacja i alkohol dostatecznie dobrze je zabezpieczają. Proces warzenia piwa w małym browarze nie różni się zresztą od tego samego procesu w skali mikro. Oczywiście, koncerny kierując się polityką zwiększania zysków stosują wiele wątpliwych praktyk, takich jak rozcieńczanie gotowego piwa, zacieranie z użyciem tzw. surowców niesłodowanych (grysik, mąka kukurydziana, syrop fruktozowy). Niestety, piwa robione bez tych dodatków nie wypadają wcale lepiej, a powoływanie się na tzw. tradycyjną recepturę jest oczywistym zabiegiem marketingowym, który przekłada się jedynie na wyższą cenę piwa.

Rozumiem zachwyt konsumentów nad piwami pszenicznymi, stoutami, India Pale Ale i innymi stylami, których duże browary nie produkują. Ale w czym lepsze miałoby być jasne pełne z małego browaru od tego z koncernu? Rzekomo smakiem. Niestety, nie jest to prawda. Największe marki piw regionalnych dolnej fermentacji są pełne wad, drogie a za ich smak jest często kwestią zupełnie losową.

fot. Anders Adermark
fot.Anders Adermark

Aby się o tym przekonać, zdegustowałem i oceniłem najpopularniejsze marki piw regionalnych, porównując je z koncernową konkurencją.

Piwo prawie niepijalne

Najpoważniejszą wadą wśród tzw. Piw regionalnych jest metaliczność, czyli smak żelaza, starych monet, krwi. Wada ta pochodzi od jonów żelaza rozpuszczonych w piwie i wskazuje na problemy z kadzią fermentacyjną. W dużym stężeniu żelaziste piwo jest po prostu niepijalne. To domena browaru Fortuna, nieobca lagerom z Mirosławia i produktom grupy Browary Regionalne Jakubiak. Niemal w każdym piwie z Ciechanowa smak ten jest wyczuwalny. Metaliczność w Lagerowym, sztandarowym produkcie Ciechana okazała się tak duża, że zdarzało mi się wylewać to piwo do zlewu. Podobnie z piwami browaru fortuna.

Na metaliczność, jak do tej pory nie natknąłem się w piwach koncernowych. Wyjątek stanowił jedynie warzony w browarze Zamkowym Żywiecki Porter. Ten jednak nie zalicza się do omawianej kategorii. To wada bardzo łatwa do wykrycia – wystarczy rozprowadzić trochę piwa na dłoni, a następnie ją powąchać. Charakterystyczny, żelazisty zapach, świadczy o obecności jonów metalu w piwie.

Niestylowe

Spora część lagerów z małych browarów była zwyczajnie nie stylowa, z wyraźną estrową nutą. Estry wnoszą do piwa zapachy owocowe, pochodne fermentacji – brzoskwinie, gruszki, jabłka – w dużym stężeniu bardzo przeszkadzające. Taki aromat ma prawo być obecny w piwie za 2złote, gorzej jeśli płacimy 5,40 zł za butelkę. Ciechan Mocne było bardziej estrowe niż nie jedno najtańsze piwo z osiedlowego dyskontu. Wskazuje to na brak kontroli temperatury fermentacji, co w profesjonalnym browarze uważam za naprawdę poważną wadę.

Estrowy charakter dominował w pilsie z Namysłowa, obecny był wyraźnie w Perle, Łomży, Mirosławiu. Podobnie, stężenie siarki w większości regionalnych piw pozostawia wiele do życzenia, wskazując poziom wyższy niż dopuszczalny dla stylu.

To wszystko, może z wyjątkiem metaliczności, dałoby się jeszcze przeżyć, gdyby nie fakt, że smak wielu z tych piw jest miałki, wodnisty, nieprzyjemny. Brak w nich aromatu oraz goryczki (Ciechan wyborne). Obiektywnie, niektóre z regionalnych piw były słabsze niż ich daleka budżetowa konkurencja z koncernu. Na tle namysłowskiego Pilsa, Harnaś okazał się naprawdę dobrym piwem, podobnie nieco droższy Lech czy Tyskie. Choć te piwa również nie zachwyciły, to trzeba przyznać, że przynajmniej były zauważalnie tańsze i nie wadliwe.

Zamiast wyraźnej słodowości, lekkiego aromatu chmielu i zauważalnej goryczki otrzymujemy więc żelazo, estry i siarkę, a w niektórych przypadkach (np. Kuflowe) zjełczałe masło.

Zobacz też: Dlaczego browary regionalne w Polsce nie istnieją?

Płacimy za losowość i wady

Za lager z regionalnego browaru przyjdzie nam zapłacić od średnio od 20 do nawet 50 proc. Drożej niż za piwo w tym stylu zrobione przez duży koncern. Dopłacając 2 lub 3 złote do każdej butelki dostajemy w pakiecie mocno wadliwe piwo o wątpliwym smaku i aromacie, które jedyną zaletą jest to, że różni się od piwa z koncernu. Różni, niestety, na niekorzyść. Jeśli, tak ma wyglądać naturalne piwo, robione bez mitycznej chemii i ulepszaczy, to nie wiem, jak wedle tej logiki powinien smakować lager z dużego koncernu. Owszem, wadliwe piwa na przykład z Żywca, czy Okocimia zdarzają się także nie rzadko, tyle, że proces produkcji jest dość przewidywalny, wady mniej oczywiste, nie dyskwalifikujące, a piwo względnie zrobione w swoim stylu.

Nikt nie wymaga od piw z małych browarów wyśrubowanych norm jakości, które panują koncernach. Tyle, że duże browary mogą zapewnić dzięki skrupulatnym procedurom, że ich piwo z partii na partie smakuje tak samo, nie jest wadliwe, zakażone, źle zrobione. Dodatkowo, koncernowe piwo, które przejdzie wszystkie te procedury jest do tego nie rzadko zwyczajnie tańsze.

Owszem, browary regionalne dużo lepiej niż koncerny radzą sobie z warzeniem India Pale Ale, weizenów i tym podobnych. Dużo łatwiej bowiem ukryć lekkie wady w piwie górnej fermentacji, gdzie aromatu zwyczajnie nie brakuje. Z Zresztą nawet mocno niestylowe IPA może być zarówno smaczne, jak i interesujące, a przede wszystkim, warte swojej ceny.

To kolejny dowód na to, że małe browary nie powinny porywać się na coś, co zwyczajnie im nie wychodzi. Chyba, że nadal będą usilnie przekonywać klientów, że aromat zjełczałego masła, starych monet i siarki jest efektem stosowania tradycyjnej receptury i składników.

 

 

10 KOMENTARZE

  1. akurat namysłów to duży browar udający regionalny. czemu nie piszesz o spirytusowym posmaku koncernowych piw. wystarczy nie chlodzic i sprobowac – spiryt zmieszany z piwem.

    • Tu akurat dokładnie udowadniasz swój absolutny brak wiedzy. Do piwa nie dolewa się spirytusu. Wystarczy odrobina prostej matematyki, żeby się zorientować w temacie – akcyza na piwo za każdy dodatkowy stopień ekstraktu vs. akcyza na spirytus który dolewasz.

      • Piwo może mieć spirytusowe/bimbrowe posmaki wystarczy zaszaleć z syropem glukozowo-fruktozowym
        Tańsze niż słód a do tego drożdże wcinają to jak północni koreańczycy szczury.

  2. i druga sprawa robienie piwa to nie fizyka rakietowa. nie znasz sie i piszesz glupoty. poczytaj troche historii piwa. akurat chmiel jest konserwantem w piwie pajacu

    • Nie. Nie jest konserwantem. Jest stabilizatorem, niczego nie konserwuje, nie masz pojęcia o czym piszesz, więc nie nazywaj mnie pajacem.

  3. Mhm, zaczyna się. Ktoś ośmielił się zjechać regionalne piwa. Jako człowiek pracujący przy piwie na codzień, zgadzam się z autorem w 100%. Dla laików- warto wyjaśnić, że SMACZNE niekoniecznie musi oznaczać DOBRE piwo. DOBRE piwo, oprócz walorów smakowych, jest też wolne od wad i mieści się w danym stylu. Przykład- Raciborskie jest smacznym piwem, zachwalanym przez klientów. Chociaż ma metaliczny posmak, to jest bardzo słodkie, co ludziom odpowiada- natomiast dajmy na to kasztelan, który również jest lagerem i to w dodatku koncernowym, może smakować mniej, ale jest dobrze zrobiony, wolny od zakażeń bakteryjnych, jonów żelaza, etc. Zanim zacznie się gównoburza, upewnijcie się że wiecie czy piszecie o subiektywnie, czy obiektywnie dobrym piwie :))

  4. Miłosław nie Mirosław…
    wypadałoby przynajmniej poprawnie wymienic nazwę, jesli do czegoś porównujesz..
    swoją droga piwa z Miłosławia to jedne z moich ulubionych, zwłaszcza pilsner, którego smak po prostu bardzo lubie. nie wyczulem w nim nigdy zażelazienia, o którym Pan pisze. wśrod wielkobrowarowych produktów zwyczajnie nie ma tak smacznego piwa.
    Kolejne piwo, chyba moje ulubione – Lubuskie. bardzo oryginalny i za kazdym razem ten sam smak. Nie jestem ekspertem ale subiektywnie jest dla mnie smaczniejsze od tyskiego, okocimia czy innego kasztelana.
    druga sprawa to ceny 3pln za miłosław (czasem place 3,20) a 2,80 za tyskie to praktycznie żadna róznica, lubuskie w piotrze i pawle zwykle jest poniżej 3pln. nie jest to nawet 20% o których Pan pisze ale rozumiem że chodzi o inne piwa, bo na przyklad browar kormoran ceni się już znacznie wyżej.
    chyba raczej chodzi o to, żeby nie podchodzić do browarów regionalnych bezkrytycznie, kierując się modą itp. je się cieszę ze browary regionalne urosly w siłę na rynku, bo wolę róznorodność a jak mi coś nie smakuje, to po prostu więcej nie kupię

    • Dziękuję za ten komentarz, trudno mi się jednak do niego odnieść o tyle, że nie mogę polemizować z Pańskim (ani w zasadzie niczyim) gustem. Różnica między oceną sensoryczną a oceną konsumencką jest jednak znacząca.

      Ocena konsumencka to właśnie ocena na zasadzie smaczne/niesmaczne. Nie uwzględnia ona tego czy piwo jest zgodne ze stylem, niewadliwe, niezakażone. Brutalnie mówiąc, lager z pleśnią bez gazu i chmielu może komuś smakować, co w żadnym razie nie zmienia faktu, że zgodnie z oceną sensoryczną piwo jest niestylowe, wadliwe i zakażone, a więc obiektywnie kiepskie.

      Co do cen, znam miejsca gdzie Ciechan Lagerowe kosztuje 5zł. Za ostatni wyczyn piwoteki (Duch Kraftu) przyszło mi zapłacić bodaj 7 lub więcej złotych.

      Cieszę się, że konsument ma wybór i wielokrotnie na tym blogu dawałem temu wyraz. Problem polega na tym, że wiele osób bierze za oryginalny i dobry smak coś co jest oczywistą wadą. Małe browary domagają się tego by znać, że wysoka cena ich piwa podyktowana jest jego wysoką jakością i naturalną recepturą. Tymczasem, jest dokładnie odwrotnie, a klient płaci więcej by otrzymać produkt wadliwy czy nawet zakażony.
      Pod tym względem, mój prowokacyjny tytuł wpisu jest prawdziwy – koncerny robią przeciętne a nawet mierne piwo, ale powtarzalne, niewadliwe i tanie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ