Mimo zakazu sprzedaży handel dopalaczami kwitnie, a o tym jak je zażywać informują na Facebooku policjantka, ksiądz i lekarz.

(Nie)bezpieczne zabawy

Powstały w czerwcu tego roku facebookowy profil Bezpieczna zabawa zgromadził już 11 tysięcy fanów. Jego celem jest promowanie właściwego zażywania narkotyków, głównie zaś dopalaczy. Swój przekaz twórcy adresują do ludzi młodych, radząc w jaki sposób należy przyjmować poszczególne substancje. W zabawnych obrazkach, stylizowanych na listy do młodzieżowych czasopism widzimy zdjęcia rzekomych czytelników, którzy przesyłają swoje wątpliwości do fikcyjnej redakcji. Na każde z pytań odpowiedzi udziela inna osoba.

Ksiądz Bolesław Kipisz, redemptorysta doradza, iż „benzo” (benzopiren) świetnie łączy się z marihuaną, aspirat Ilona Gitkowska opowiada o benzowaniu (zażywaniu GBL), a dr Dawid Batko podpowiada gdzie kupić metafedron – silne działający narkotyk o zbliżonym do extasy działaniu. Rzecz jasna, osoby odpowiadające są również fikcyjne. Dawid Batko to w rzeczywistości słynny król dopalaczy”, twórca pierwszego stacjonarnego sklepu z tymi używkami i sieci „Dopalacze.com”. Gdy dopalacze stały się nielegalne, Batko splajtował i został „królem wątróbki” w jednym barów w centrum Torunia. Niecały rok temu, został aresztowany w Łodzi. O dziwo, nie za dopalacze, a za wymuszenie pieniędzy, groźby karalne i próbę wymuszenia w sumie 100 tysięcy złotych.

Dopalacze spod lady

Batko nie miał szczęścia i mówiąc wprost – także rozumu. Gdy tylko zaczęto zamykać sklepy z Dopalaczami w 2010 roku, koledzy z branży „króla” zaczęli przenosić się do podziemia lub otwierać sklepy, które oficjalnie sprzedawały płyny do kąpieli i środki chemiczne. Dawid, znany mediom od tamtego czasu jako Dawid B. toczył nieustanne batalie z państwem i prawem by móc odzyskać wtopione w narkotykowy biznes pieniądze. Był na tyle bezczelny, że sprowokował ówczesnego premiera, Donalda Tuska, do tego, by napisać ustawę specjalnie pod niego. Znowelizowane prawo zakazywało sprzedaży enumeratywnie wymienionych substancji, dając sobie również możliwości zamykania podejrzanych „dopalaczowych biznesów”. Decyzje o tym, by arbitralnie likwidować legalnie działające firmy tłumaczono dobrem dzieci i młodzieży, ale to nie przekonało Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który uchylił decyzje Głównego Inspektoratu Sanitarnego. To właśnie GIS odpowiedzialny był za głośną, PR-ową akcje likwidacji placówek handlujących legalnymi narkotykami. W efekcie, jeszcze nie tak dawno w centrach większych miast można było legalnie i bez większego problemu kupić dopalacze. Największe zyski przynosiły i wciąż przynoszą jednak sklepy online.

 Rynek e-papierosów działa jak ten dopalaczy. Tylko nie ma chętnych by go uregulować

W Internecie kupisz wszystko

Zamknięty w 2010 roku sklep Dawida B. nadal funkcjonuje, choć nie dba on o medialny rozgłos. Specyfiki, które sprzedaje wysyłane są z zagranicy, a prowadzący serwis Dopalacze.com chwalą się, że zamówiony towar dostaniemy nawet następnego dnia. Mimo, że policja i służby celne przechwytują tego rodzaju przesyłki, biznes jest opłacalny na tyle, by utrzymało się z niego kilkadziesiąt sklepów internetowych.

Każdego, kto choć trochę zna specyfikę wirtualnej rzeczywistości taka informacja pewnie nie zdziwi. W internecie można kupić dziś wszystko – broń, niewolników, filmy z dziecięcą pornografią. Jednak by mieć dostęp do tego rodzaju rzeczy, musimy skorzystać z tak zwanej Głębokiej Sieci (Deep Web). Jest to część Internetu (szacowana na około 90% ogólnych zasobów world wide web) niedostępna dla tradycyjnych indeksów wyszukiwania. Dostęp do niej uzyskujemy korzystając z technologii szyfrowania przesyłanych treści, dzięki specjalnej wyszukiwarce. Po jej zainstalowaniu możemy całkowicie anonimowo zamówić sobie kilogram heroiny lub wynająć płatnego mordercę. Jednak dostęp do legalnych dopalaczy wymaga znacznie mniej zachodu. Wystarczy w wyszukiwarce wpisać „dopalacze”. Pierwszy sklep znalazłem na trzecim miejscu wyników wyszukiwania google.

Projektowane odloty

Polskie sklepy z dopalaczami działają tam, gdzie rodzime prawo nie może ich dosięgnąć – w krajach, w których sprzedawane substancje wciąż są legalne. Nawet jeśli dany narkotyk zostanie zdelegalizowany, nie oznacza to, że handlujący nimi ludzie będą musieli się przebranżowić. Wręcz przeciwnie. Substancje określane w Polsce mianem dopalaczy to tak zwane „designer” drugs, czyli substancje zaprojektowane od początku do końca w laboratoriach. Ich chemiczny skład dobierany jest w ten sposób, by ominąć obowiązujące w danym państwie prawo antynarkotykowe. W działaniu przypominają do złudzenia znane od wieków nielegalne substancje, jednak ich budowa chemiczna uniemożliwia ich wykrycie w testach narkotykowych. Wymyślane przez chemików substancje mają jeszcze jedną ogromną zaletę – nie trzeba ich przemycać z dalekiego Meksyku, czy Afganistanu. A składniki potrzebne do ich wyprodukowania można znaleźć w aptece za rogiem. Od ceny kupionych leków dodatkowo odliczymy jeszcze vat.

 

Handel dopalaczami – Zabawa w kotka i myszkę z kodeksem karnym w tle

By stworzyć dopalacz wystarczy często nieznacznie zmodyfikować istniejącą już substancję, tworząc jej chemiczny analog. Przepisy prawa mogą zakazywać sprzedaży i wytwarzania znanych już środków odurzających, nie mogą jednak regulować obrotu środkami, których jeszcze nie wymyślono. Część krajów na świecie wprowadza przepisy, które za podstawę dopuszczenia do sprzedaży biorą strukturę chemiczną danej substancji. Jeśli sprzedawany specyfik ma strukturę podobną do tej, która charakteryzuje środek odurzający, nie może być on sprzedawany. Prawo jednak nie obejmuje środków, których struktura chemiczna nie spełnia takich kryteriów, a które potencjalnie mają narkotyczne działanie. Co więcej, część z tzw. „designer drugs” sprzedawana jest jako nawozy, czy odczynniki chemiczne. W wojnie z dopalaczami próbowano także, łamiąc zasadę domniemania niewinności, usuwać z rynku substancje w danej chwili uważane za „podejrzane”. Tego rodzaju działanie, jak się okazało stworzyło jedynie niebezpieczny proceder w prawie, nie rozwiązując jednak zasadniczego problemu. Choć dziś nikt z rządzącej ówcześnie ekipy Platformy Obywatelskiej nie chce tego przyznać, to wojna z dopalaczami została w Polsce przegrana.

 

Wojna, której nie da się wygrać

Inicjatyw podobnych do Bezpiecznej zabawy będziemy oglądać coraz więcej. Takie Profile mogą jawnie drwić sobie z obowiązujących przepisów i nadal korzystać z wolności jaką daje dziurawe prawo. Tysiące nowych Dawidów Batko będą wciąż puszczać do nas oko, w zabawny sposób mówiąc nam o tym, jak dozować ich „środki piorące” by „dawały naszej pralce kopa”. Ostatnie kilka lat pokazało, że wojny z narkotykami nie da się wygrać zakazami. Tysiące osób uzależnionych od dopalaczy nie przestało ich brać tylko dlatego, że GIS ogłosił zamknięcie sklepów, w których można je kupić. Zapotrzebowanie na „sole do kąpieli” sprawiło, że handel dopalaczami rozproszył się i rozmył w wirtualnym świecie. Dziś przywożeni na oddziały toksykologii młodzi ludzie odurzeni są, tak samo jak przed erą dopalaczy, nielegalnymi substancjami. Możemy wreszcie, tak jak przed laty, traktować ich jak zwyczajnych narkomanów i zamiatać problem pod dywan. Narkomania w końcu była, jest i będzie, a dopalacze przecież zlikwidowaliśmy.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ