Postęp w globalizacji najlepiej widać na straganach z pamiątkami. Na całym świecie turyści tworzą jeden z unifikowany naród o tych samych gustach i przyzwyczajeniach.

Pamiątki uniwersalne

Nie ważne, czy jesteś w Krakowie, Kołobrzegu, Kairze, na Korfu lub Kostaryce – chińskie badziewne pamiątki dopadną cię wszędzie. Nie chodzi tu tylko o popularne kijki do selfie, materace dmuchane czy piłki plażowe. Spacerując wzdłuż najbardziej zatłoczonych turystycznych ulic i deptaków bez problemu natraficie na przynajmniej kilka z następujących pamiątek: drewniane koty o długich szyjach, wyskakujące z wody delfinki, kule śnieżne, ceramiczne popielniczki z nazwą miejscowości, korkociągi z nazwą miejscowości, afrykańskie bębenki, bumerangi, kieliszki, naparstki, wachlarze. Wszystkie one produkowane są w Państwie Środka. Nawet jeśli nadruki wykonywane są w kraju docelowym, sama pamiątka przywożona jest hurtowo w kontenerach z Chin.

Globalny regionalizm

Co ważne, dla przeciętnego sprzedawcy pamiątek geografia ma drugorzędne znaczenie. Na mazurach kupimy śliczne plastikowe delfinki (w końcu zwierzęta te żyją w wodzie, prawda?), w zakopanym trafimy na bębenki z Afryki i sziszę, a w Hiszpanii na sombrero i bumerangi. Związek danej rzeczy z regionem, w którym jest sprzedawana jest więc bardzo iluzoryczny. kupić możemy na przykład charakterystyczne, nadymające się ryby. Tyle tylko, że Rozdymka tygrysia nie zamieszkuje Bałtyku, a Ocean Spokojny.

Matka Boska Częstochowska made in China

A wyroby religijne? Chińczycy nie produkują także i tego, prawda? Niestety, nie. Od figurek buddy, bez hinduskie wisiorki na krucyfiksach i świecącej na różowo Maryi skończywszy – wszystkie te produkty znajdziecie w Państwie Środka. Istnieje zatem duża szansa, że to kupiona przez was ikona nie została wykonana przez klasztornych mnichów, a przez dwunastoletniego Jiabao z Pekinu. Podobnie w przypadku pamiątek narodowych i patriotycznych. Choć większa część polskich flag państwowych szyta jest nad Wisłą, to już przypinki z białoczerwonym sztandarem kupimy w Chinach bez problemu. Poliestrowa flaga USA z kolei kosztować będzie w ChRl około jednego dolara.

Księżycowe rękodzieło

Skoro zatem większość popularnych pamiątek to taśmowa produkcja, może lepiej wydać kilka złotych na proste rękodzieło lokalnego artysty? Zapewne nie raz widzieliście w miejscowości wczasowej młodych ludzi pochylonych z puszką sprayu nad ciekawym księżycowym krajobrazem. Obrazki tego typu, z jakiś przyczyn robią furorę od Bałtyku po Atlantyk. Dzieje się tak główne dlatego, że motyw zawieszonych w kosmosie planet czy fantastyczny pejzaż górskich szczytów można namalować w kilka minut, używając bardzo prostych technik i szablonów. Na filmie poniżej „artysta rękodzielnik” wykonuje taki obraz przy użyciu misek i gazety.


Księżycowy jest więc nie tylko krajobraz ale i jego cena. Za tak wykonany obrazek przyjdzie nam zapłacić nawet kilkanaście euro.

Chińskie, czyli tańsze

Wspomniane już nadmorskie delfinki w internetowej hurtowni chińskich pamiątek kosztują niecałe 500zł za dwa tysiące sztuk, czyli mniej niż 4 złote za sztukę licząc z przesyłką i zarobkiem sprzedawcy oraz producenta. By polski twórca ludowy mógł konkurować z nim ceną, musiałby swoje ciupagi i miseczki wytwarzać na okrągło, 24 godziny na dobę w maszynowym tempie. Poza tym chiński market ma w ofercie nie tylko delfinki. Wyspecjalizowane sklepy sprzedają wszystko, od po ręczniki koszulki i japonki kupowane za mniej niż złotówkę od pary.

Turyści w swej masie oczekują przede wszystkim taniej, nieskomplikowanej rozrywki opartej bardzo często o schemat plaża, posiłki, piwo. Nikt nie będzie sprzedawał reprodukcji Picassa na bazarze, bo nie tego oczekuje przyzwyczajony do plażowych delfinków turysta. W pamiątkach, podobnie jak w prezentach na Boże Narodzenie chodzi o to, by móc bez specjalnego wysiłku kupić je nawet w ostatniej chwili i wręczyć ukochanej babci, siostrze, rodzicom czy wujkowi. Trudno oczekiwać, że ktoś taki zada sobie trud kupienia pamiątki związanej z regionem do którego jedzie, jeśli nie wie o nic nie tylko regionie, ale i o kraju do którego przyjechał. Plastikowy delfinek przemawia do wyobraźni, bo pokazuje związek (choćby iluzoryczny) z morzem i posiada napis przypominający o miejscu w którym został kupiony. No i kosztuje znacznie mniej niż cokolwiek, co o zaoferowania miałby tak zwany lokalny wytwórca.

Jeden język turystyki

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy za popularność chińskich produktów odpowiada popyt na nie, czy ogromna podaż, która sprawia, że sprzedawcy wolą zalać nimi swoje stoiska handlowe plastikowo-gumowym badziewiem. Jedno jest pewne, chińszczyzna to element budujący turystę uniwersalnego. Obok śniadań kontynentalnych, hoteli przy plaży, McDonaldów przy autostradach i zwiedzania z okien autobusu są nieodłącznym elementem współczesnej turystyki. Podróżowanie zaczyna tak naprawdę coraz bardziej przypominać poruszanie się po ogromnej wiosce, w której wszystko wygląda tak samo jak w miejscu, z którego właśnie przyjechaliśmy. Coraz częściej turysta globalny oczekuje, że w kraju do którego się udał zje, wypije i kupi to, co może zjeść, wypić i kupić w ojczyźnie. Oczywiście, wciąż mowa tu o turystach w ich ogólnej masie, co nie oznacza, że każdy podróżnik i obierzy świat zachowuje się tak samo. Ale to nie zapaleni globtroterzy odkrywający obce kultury są siłą napędową globalnej gospodarki. W ten sposób lokalny koloryt zastąpiony zostaje uniwersalnym językiem globalizacji.

 

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ