O przyszłości Katalonii zadecydować mogą zamiast obywateli, piwne korporacje i producenci wina.

 

Toast za niepodległość

Katalońscy separatyści mają powody do zadowolenia. Niedzielne zwycięstwo partii politycznych wspierających niepodległość tego hiszpańskiego regionu oznacza, że prawdopodobnie wkrótce Katalończycy zdecydują o swojej suwerenności w referendum. Powodów, dla których Katalonia powinna być niepodległa, zdaniem samych zainteresowanych jest bardzo dużo. Przede wszystkim, chodzi jednak o kulturę, język i pieniądze. Ze szczególnym naciskiem na te ostatnie.

fot. Ryan Opaz
fot. Ryan Opaz

Katalonia to nie tylko zagłębie turystyczne, ale także ważny ośrodek hiszpańskiego przemysłu. W przemyśle tym swoje istotne miejsce mają producenci alkoholu, a nie każdy z nich będzie zadowolony z ewentualnej secesji. Co więcej, to od nich może zależeć przyszłość zapowiadanego referendum.

Każdy, kto potrafi wskazać Szkocję na mapie Europy, potrafi też wymienić trzy kluczowe rzeczy dla szkockiej tożsamości narodowej – kilt, dudy i whisky. Nie zależnie od tego, jak bardzo uproszczony jest to obraz, nie sposób nie zauważyć, że single malty z pogórza czy wyspy Islay są dla szkockiej tradycji równie ważne, co historia Edynburga. Tyle, że Whisky, w przeciwieństwie do pocztówek przynosi realne pieniądze zbierane na rynkach 200 krajów świata. Podobnie jest z Katalonią, z której wyrasta większość produkcji hiszpańskich win musujących, bardzo wiele nowoczesnych browarów rzemieślniczych i winnic.

Z Cavy uchodzi gaz

Rynek Cavy, ikonicznego musującego trunku Hiszpanów kontroluje dwóch katalońskich gigantów Freixenet i Codorníu, dla których niepodległość Katalonii ma bardzo wymierną cenę. Ceną to jest 8 tysięcy miejsc pracy w regionie i ponad 240 milionów sprzedawanych co roku butelek.

Gdy w 2005 roku lider separatystów, Josep-Lluís Carod-Rovira, uznał, że należy bojkotować starania Madrytu o zostanie gospodarzem olimpiady w 2012 roku, Hiszpanie odpowiedzieli bojkotem katalońskich produktów. Rynek, który rok rocznie rozrastał się w dwucyfrowym tempie, zanotował ledwie dwuprocentowy wzrost. W tym samym roku, gdy Katalończycy ogłosili się suwerennym narodem sprzedaż „hiszpańskiego szampana” spadła o 7 procent. Być może nie jest to wielka liczba, ale warto pamiętać, że zyski samego Codorníu zmniejszyły się w wyniku tej akcji o 70 (!) procent.

Teoretycznie, ewentualna niepodległość Katalonii znacznie słabiej uderzy w Freixenet, który większą część produkcji sprzedaje za granicami Hiszpanii. Nie jest jednak wcale pewnym, że oderwanie się Katalonii od zwierzchnictwa Madrytu nie sprawi, że nowe państwo zostanie przyjęte do UE. A to oznacza poważne zapory w handlu zagranicznym i pożegnanie się ze wspólnym rynkiem unijnym. To ważna informacja szczególnie dla Freixenet, który swoje produkty wysyła głównie do krajów piętnastki. Firma, zresztą również  została zbojkotowana, po tym jak jej prezes, Josep Lluís Bonet Ferrer, niefortunnie określił Katalonie „nierozerwalną częścią Hiszpanii”.

Warto pamiętać, że wśród krajów Europy zachodniej, to Hiszpania eksportuje ponad połowę wytwarzanych  na starym kontynencie win musujących.

Przeczytaj też: Lubisz wino? Jesteś lewakiem!

 

Swój do swego po swoje

To, co nie ucieszy z pewnością producentów Cavy, ucieszyć może piwowarów. O ile bowiem winiarze od dawna niezbyt entuzjastycznie patrzą na pomysły secesjonistów, o tyle Katalońskie browary cechuje znacznie większa doza narodowego romantyzmu. W Katalonii opór przeciw ponad narodowym koncernom był często ukłonem w stronę niepodległości. Piwowarzy nie tłumaczyli etykiet swoich piw na hiszpański, zaczęli używać Katalońskiej ikonografii (browar Almogaver). W końcu rozpoczęli nawet nieśmiałe próby stworzenia własnego piwnego stylu. Nie ma wielkiej przesady w stwierdzeniu, że kataloński regionalizm w przypadku piwa coraz częściej przeradza się wprost w poparcie dla separatyzmu. To model „swój do swego, po swoje”, w którym lokalne piwo z lokalnych składników zaczyna być nieodłącznym elementem narodowej tożsamości.

Podobnie jednak jak w przypadku Cavy, mało prawdopodobnym jest by po secesji katalońskie browary szybko znalazły lukratywny rynek zbytu. Trudno oszacować ile browarów znajduje się dziś na terenie Katalonii, głównie z uwagi na szybki rozwój sceny rzemieślniczej. Zgubne szacunki pozwalają przypuszczać, że na około 500 producentów piwa, około 20% ma swoją siedzibę w tym regionie. Do liczby tej wliczyć należy jednak zarówno mikrobrowary, jak i międzynarodowych graczy jak Estrella, która, w przeciwieństwie do sceny kraftowej patrzy znacznie mniej optymistycznie na niepodległość regionu.

Niepodległa Katalonia – kto zyska, kto straci?

Kto zatem zyska? Wszystko zależy od tego, kto kogo zapytamy. Zwolennicy niepodległości cieszą się na myśl o tym, że wkrótce świat pozna endemiczne szczepy winogron wprost z Katalonii i nowe chmiele wprost z plantacji w Blanes. Mikrobrowary (przynajmniej te największe) znajdą rynek zbytu w granicach nowego państwa, a winiarze zaleją swoimi produktami rynki Europy.

Przeczytaj też: Co to jest piwo regionalne?

fot. flickr.com/SBA73
fot. flickr.com/SBA73

Innego zdania są jednak krytycy suwerenności Katalonii, którzy kreślą znacznie mniej optymistyczny scenariusz. Według niego ogromne koncerny winiarskie i piwowarskie będą zmuszone wycofać się za Hiszpańską granicę. Wraz odejściem Codorníu i Estrelli z Barcelony odpłyną też wpływy do budżetu. Dziury powstałej po tak wielkich graczach nie wypełni raczej scena rzemieślnicza, adresowana do góra 5% konsumentów. Czarne chmury zbiorą  się też nad winiarzami. Region Priorat na przykład wysyła na eksport 85% produkowanych win. Jeśli przyjdzie mu opatrywać swoje butelki etykietą product of Catalan, najprawdopodobniej producentom trudno będzie wytrzymać konkurencje takich gigantów jak Rioja, La Mancha czy Ribera del Duero. Podobnie stanie się z Cavą, która konkuruje dziś nie tyle z wytworami Madrytu, co z Szampanem czy Prosecco.

Podobnie, jak w przypadku projektu niepodległej Szkocji, niepodległość Katalonii może zrujnować tamtejszych producentów alkoholu. Wielu z nich, szczególnie tych, którzy zapuścili korzenie na zachód od Barcelony będzie więc najpewniej sprzeciwiać się tej suwerenności. W sytuacji równowagi sił w referendum to do nich może należeć decydujący głos.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ