Mimo ekscentrycznego wyglądu i akcentu Tim jest tylko skromnym rolnikiem z Virginii, który nigdy w życiu nie przypuszczał, że Jego Climax Moonshine, zawojuje któregoś dania świat.

Jadąc taksówką w swoich niebieskich ogrodniczkach, przemierzając ulice Warszawy ma prawie łzy w oczach – Nie wierzę, że jestem w Polsce. Jadę na międzynarodowe targi. To jest…. największa rzecz w życiu… Mój tata, gdyby żył byłbym dumny. Powiedziałby: “mój syn wziął naszą księżycówkę, którą zrobiliśmy w lesie i przywiózł ją do Polski” – mówi przejęty, prosto do kamery. Nagranie zrobiono przed pojawieniem się Tima na Whisky Live Warsaw, imprezie, na której zresztą poznałem tego niezwykłego bimbrownika.

Zobacz: Whisky live Warsaw

Redneck z Virginii

Tim nie jest wielkim mówcą. Ma wyraźny północny akcent, pokazuje się publicznie niemal wyłącznie w jeansowych ogrodniczkach i kapeluszu (często bez koszulki) i jest żywym wcieleniem amerykańskiego rednecka. Polacy tłumaczą to słowo jako “wieśniak”, ale USA od dawna niema ono pejoratywnego zabarwienia. Choć trudno uciec od oczywistych skojarzeń, które pojawią się u każdego, kto oglądał filmy o amerykańskiej północy – muzyka country, przaśne tańce ludowe, rzucie tytoniu i bimber. Mnóstwo bimbru.

Climax moonshine czyli orgazmiczna księżycówka

Nie przepadam za terminem “bimber”, który w języku polskim pełen jest negatywnych konotacji. Dlatego tak bardzo podoba mi się swojskie określenie “księżycówka”, tłumaczone jako “wódka pędzona nocą”. Jego niemal literalnym odpowiednikiem jest angielskie “moonshine”, odnoszące się do alkoholu produkowanego przy świetle księżyca, najczęściej na odludziu. Tak właśnie powstawał Climax (dosłownie: szczytowanie, orgazm). Co zatem sprawiło, że pędzony w lesie bimber lada dzień może podbić Europę?

Na złość władzy i leśnikom

Zacznijmy od początku. Climax Moonshine to dzieło Tim Smitha, gwiazdy serii “Bimbrownicy” emitowanej na kanale Discovery. Księżycówkę robił jego tata, według sprawdzonych receptur, jak Pan Bóg przykazał, w lesie. Climax to nie marketingowy chwyt, a faktyczna nazwa miejscowości, z której pochodzą Smithowie. Przez lata udoskonalali oni swoją recepturę, ale ojciec Tima nigdy nie zdecydował się na zalegalizowanie interesu. W USA bimbrownictwo, podobnie jak w PRLowskiej Polsce postrzegane było jako forma czynnego oporu wobec opresyjnej władzy. Albo tak przynajmniej tłumaczyli to sobie sami bimbrownicy. Czasy się jednak zmieniły.

Podziemia prosto na rynek

Na rynku zrobiło się miejsce na produkty z małych, niezależnych destylarni, produkujących niewielkie ilości wysokiej klasy alkoholi. Księżycówka wpisała się w ten schemat idealnie. Tim zastrzegł nazwę Climax, wykorzystując recepturę ojca i zalegalizował działalność w Kentucky. Jego rodzinna miejscowość nie chciała mieć z nielegalną księżycówką nic wspólnego, a szkoda, bo destylowany alembikowo moonshine, zachowuje swój specyficzny smak i wszystkie wady, które nadają mu charakteru, a które dyskwalifikowałyby ten produkt jako czystą wódkę. Nie oznacza to jednak, że Climax to bimber pośledniego sortu wciskany bogatym amerykanom.

Między wódką a whiskey

W składzie księżycówki Tima znajdziemy kukurydzę, ryżo i słodowany jęczmień, zboża typowe nie tyle dla bimbru, ile amerykańskiej whiskey, od której Climax odróżniają jedynie proporcje zasypu i czas spędzony na leżakowaniu. Moonshine nie leżakuje bowiem w beczce. A jak smakuje? Mamy tu typowe dla zbożowych destylatów nuty jęczmienia, kukurydzy, lukrowanych płatków śniadaniowych. Przypomina trochę duński Jenever (protoplastę ginu). Poziomem nie odstaje z pewnością od wielu znanych mi destylatów i świetnie wypełnia lukę między whisky a czystą wódką.

Climax moonshine – kiedy w Polsce?

Na razie przed Timem stoi trudne zadanie znalezienia rynku zbytu poza USA. To też było jednym z celów jego wizyty w Polsce. Jak na razie, Climaxu nie kupimy nigdzie poza Stanami Zjednoczonymi. Trzymam jednak kciuki. Warto pamiętać, że księżycówka Tima była jeszcze 2014 nielegalna. Dziś jej twórca jest gwiazdą TV i prawdę mówiąc, zasłużenie. Destyluje piekielnie dobry trunek.