Brexit a sprawa Szkocji. Co wyjście Wielkiej Brytanii z UE oznacza dla Whisky?

Na długo przed wczorajszym referendum świat biznesu zaczął martwić się o przyszłość szkockich destylarni. I słusznie.

Brexit a Szkocja

Szkoci, w przeciwieństwie do swoich kolegów z Walii i Anglii dość jasno opowiedzieli się za pozostaniem w UE.  Na ich decyzje wpływ miało wiele czynników, jednego jednak nie sposób pominąć. Jest nim czynnik ekonomiczny związany z międzynarodowym handlem. Unia to ogromny i nie obarczony cłami rynek zbytu dla brytyjskich produktów, w tym dla szkockiej whisky, której odbiorcami w ponad 30% są mieszkańcy starego kontynentu. Być może to niewiele, ale pamiętajmy, że umowy handlowe na postawie, których beczki J&B czy Johnniego Walkera przepływają do Afryki, Azji czy USA są regulowane również dzięki Unii.  Oznacza to, że Szkoci, by móc swobodnie i bezcłowo wysyłać swoje wyroby do Paryża, Moskwy czy Pretorii, będą musieli owe umowy renegocjować.  Mało prawdopodobnym jest, by UE, równie chętnie co do tej pory, chciała wpuszczać na swoje terytorium nieobarczone cłem beczki trunku z Islay czy Speyside. Cło to jednak dopiero jeden z poważniejszych problemów na jakie napotka Szkocja.

Brexit, a apelacje

Przepisy regulujące miejsce pochodzenia, czyli tak zwaną apelacje, to głównie domena UE. Oczywiście, poza Europą istnieje szereg apelacji na wina czy alkohole mocne, ale często oznaczenia zawarte na ich etykietach nic nie znaczą. Unia wypracowała twarde mechanizmy obrony produktów o zastrzeżonym miejscu pochodzenia. W przypadku whisky przepisy regulują nie tylko to skąd trunek ma pochodzić, ale także jak może być produkowany, rozlewany, dojrzewany, a nawet etykietowany. Wszystko po to, by mianem szkockiej whisky nie mógł nazywać się każdy jeden robiony pokątnie bimber. A to ma ogromne znaczenie głównie dla 10 tysięcy ludzi zatrudnionych bezpośrednio przy produkcji whisky oraz dla 40 tysięcy osób, które wykonują zawody powiązane z tym trunkiem.

Co dalej?

W praktyce wyegzekwowanie przez WB na krajach Afryki czy Ameryki Północnej przestrzegania przepisów dotyczących autentyczności szkockiej może być niezwykle trudne. To wiemy już dziś, bowiem z podobnymi problemami mierzy się już od wielu lat w stosunku do innych produktów cała Unia.  Wielu zwolenników Brexitu podkreśla, że Bruksela działała jednak niezwykle opieszale na polu negocjacji umów handlowych z krajami spoza Europy. Od dziś Brytyjczycy będą mogli wziąć sprawy w swoje ręce i pokazać, że są wstanie stawiać twarde warunki nawet bez pomocy Wspólnoty. Wątpię jednak by im się to udało. A to oznaczać może nie tylko wzrost cen szkockiej whisky, ale również poważne problemy dla brytyjskich destylarni.

brexit
fot. Jens Meyer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *