Wszystkie dzieci uwielbiają zwierzątka. W każdej postaci. Śpią z misiami, przytulają różowe kucyki z tęczowymi grzywami i wyprowadzają na spacerek elektroniczne pieski. Moja córka również jest wielbicielką futrzaków. Ma ich całe półki. Ostatnio jednak, przy obiedzie, gdy akurat spokojnie przeżuwałem kęs kotleta, padło z jej ust to jedno niewinne pytanie, którego większość rodziców mocno się obawia:
„Hej, tato, zobacz, mam już zabawki foczki, zabawki konie i kotki… Wszystko zabawkowe. A ja chciałabym coś żywego… Kotka właśnie, najlepiej małego, puszystego kotusia. Będzie taki kochany, z mokrym noskiem i tycimi pazurkami… I będzie ze mną spał”.

Z tym problemem prędzej czy później zmierzy się prawie każdy rodzic.
Przychodzi wówczas pora, by chwycić byka za rogi i rozważyć, czy poza posiadaniem dziecka pragniemy również zostać posiadaczami tzw. ulubieńca domu. W sumie chyba lepszy kot niż rzeczony byk.

My podjęliśmy decyzję i jesteśmy opiekunami uroczego kociaka. Prawdą jest, że to cudowny towarzysz dzieciństwa. Gdy śpi, zniesie cierpliwie wożenie w wózku, a rozbawiony wykonuje takie harce, że chichotom nie ma końca. Umie też bawić się w berka i zaczaić się za rogiem, polując na nadbiegającego małego przeciwnika. A do tego słodko mruczy i łaskawie pozwala karmić się przysmakami. Nie każdemu jednak można polecić takie rozwiązanie. Zanim sprowadzicie do domu miauczącego milusińskiego, zachęcam, aby wspólnie zasiąść przy stole, odbyć debatę rodzinną (pamiętając, że smętne siąpienie nosem, to nie argument) i odpowiedzieć sobie szczerze na kilka pytań.

Po pierwsze – czy w rodzinie nie ma przypadkiem alergii na kocią sierść? Taka przypadłość u jednego z domowników dyskredytuje tego zwierzaka. Będziecie wówczas zmuszeni, by zadowolić się żółwiem. Może być też kanarek – należy dziecku wytłumaczyć, że ci co mają kota, nie mogą mieć kanarka. Lub złotej rybki. W końcu akwaria też są urocze. I rybek kupicie więcej, nie tylko jedną…

Po drugie, czy wszyscy członkowie rodziny są zgodni, że pragną widzieć zwierzaka swoim domu? Miejcie na uwadze, że zwierzątka nie oddaje się w ramach reklamacji. Nawet, jeśli posiada wadę ukrytą, typu skakanie po firankach lub przegryzanie kabli. Zwierzę niechciane nigdy nie będzie z nami szczęśliwe, a jeden z domowników może poczuć się co najmniej nieswojo we własnych pieleszach. gdy zostanie zmuszony do dzielenia przestrzeni z królem kanapy.

Po trzecie, równie istotna, jeśli nie najważniejsza kwestia. Czy będziecie mieć czas i pieniądze na utrzymanie zwierzaka? Kot uważany jest za samotnika, nie jest jednak aż takim odludkiem, jak się o nim mówi w kręgach niewtajemniczonych. Kociarze dobrze o tym wiedzą. Oprócz oczywistych czynności pielęgnacyjnych potrzebuje zabawy, wybiegania się za piłeczką z piórkami, głaskania, karmienia. Czasami może zostać sam od rana do wieczora, ale raz czy dwa, nie zawsze. Rozwiązaniem byłaby para mruczków, to jednak zwiększa koszty utrzymania. A jeśli chodzi karmę, koty potrafią być szalenie wybredne…Bardziej nawet niż większość prowadzących programy kulinarne.

I ostatnie: weźcie koniecznie pod uwagę swój poziom tolerancji na kocie włosy i … kocie wścibstwo.
Włosy będą pływać w zupie, przyklejać się do czarnych wyjściowych spodni (pół biedy, jeśli nasz sierściuch też jest czarny), do ekranu komputera czy komórki. I są szczególnie złośliwe i trudno do usunięcia. To norma. Jeśli wiesz, że tego nie zniesiesz – zapomnij o kocie. Poza tym, kota jest wszędzie pełno. Może być go pełno również w garnku zupy, bo akurat zapachniało stamtąd wędzonką. Ci szczególnie wrażliwi, niech sobie za dużo nie wyobrażają – to nie znaczy, że kocur wskoczy do gara – na to jest za mądry – ale łapką zamiesza. Pytanie, gdzie wcześniej spacerował.

Jak widać, to kot rządzi w domu, do którego teoretycznie został przygarnięty. I jest o tym głęboko przekonany. Jeśli życie na służbie u osobistego dachowca cię przerasta, pomyśl o następnym pluszaku dla swojego dziecka. Lub nie – są przecież inne, chyba lepsze, zamienniki. Zabierz dziecko do schroniska i pokaż mu, jak można pomagać bezdomnym zwierzętom. Tam mieszka nie jeden czy dwa kotki i nie tylko jeden piesek. Tam czeka całe grono stęsknionych zwierzęcych serc. Dobrym pomysłem jest też wybrać się do zoo, gdzie córcia zostanie przybraną mamą futrzaka – i to nie kotka czy króliczka. Można adoptować konie, a nawet tygrysy, lemury lub pingwiny. Ulubione zwierzątko należy często odwiedzać i można wybrać mu idealne imię. .A w domu, czysto, cicho i z kanapy wióry nie polecą. Polecam.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here